Dania, Hirtshals

Dojechaliśmy do Hirtshals o drugiej w nocy. O tej porze nie dziwi, że miasteczko wygląda na wymarłe, ale wiatr zabawiający się reklamówkami w uliczkach oraz samoobsługowe myjnie i stacje benzynowe dodają miejscu post apokaliptycznego klimatu. Zaparkowaliśmy w pobliżu terminalu, na krótką drzemkę. Budziki nastawione na szóstą, ale już o 5:45 staliśmy grzecznie w kolejce do odprawy 😉 Tutaj miła niespodzianka – dla gości darmowy internet przez 7 godzin, aktywowany sms-em. Problem w tym, że mieliśmy tylko jeden aktywny telefon i zanim się zorganizowaliśmy trzeba było ładować się na Norronę, czyli nasz okręt 😉