Hengifoss

To będzie trudno opisać. Dopiero uczymy się słów, które mogłyby zilustrować nasz zachwyt i większość z nich jest w języku islandzkim 😉 Hengifoss to nie jest ani największy, ani najwyższy, ani najbardziej znany wodospad, ale zdołał nam dostarczyć emocji, których nigdy nie zapomnimy. Droga do niego z parkingu zajęła nam ok. 4 godzin, ale podejrzewam, że gdyby nie te wszystkie smaczki, przeszlibyśmy ją w 40 min. Trzeba było iść pod dość stromą górkę, a potem, gdy już wydawało się, że jesteśmy na miejscu, zaczęło się pole gigantycznych kamieni. Nie radzę jednak nikomu rezygnować w tym miejscu. Dochodząc do samego wodospadu przeżyliśmy jedno z najbardziej intensywnych doznań w naszym życiu. Gdybym miał to jakoś zobrazować, czuliśmy się jak w muszli klozetowej diabła 😉 Dosłownie zanurzyliśmy się w niesamowitej mgle utworzonej przez miliardy miliardów drobin wody, która z oszałamiającą siłą spada z wysokości 118 m na ostre wulkaniczne skały. Towarzyszy temu zjawisku ogłuszający syk i jakby postękiwania samego diabła. Próby zrobienia dobrego zdjęcia zostają skazane na niepowodzenie, ponieważ nie wzięliśmy ze sobą sprzętu do zdjęć podwodnych 😉 Niemniej jednak technika wycierania obiektywu pod kurtką i błyskawicznego kadrowania z wciśniętym spustem migawki ustawionym na HighSpeed spowodowała, że coś Wam pokażemy 🙂