Na energetycznym haju

Zużycie energii w Islandii

 

Zgodnie z danymi Banku Światowego, przeciętny Islandczyk zużywa najwięcej energii na świecie. Być może to nadużycie jest spowodowane genetyczną schedą po żarłocznych i nienasyconych wikingach, ale najprawdopodobniej mamy do czynienia z naturalną skłonnością każdego człowieka do trwonienia wszystkiego co przychodzi mu łatwo. Bo właściwie energii w Islandii nie brakuje. Głównym jej źródłem są elektrownie wodne i geotermalne, które i tak pracują na pół gwizdka, a nawet na 1/3 gwizdka, bo szacuje się, że Islandia wykorzystuje zaledwie 35% możliwości.

Reklama

Jak to wygląda w praktyce? Na ulicach nie widać kabli elektrycznych ciągnących się za przechodniami, ale za to niemal każdy Islandczyk jest podłączony do internetu i aktywnie z niego korzysta. Pod niektórymi z tych ulic zamontowane są systemy podgrzewające, które zastępują serwis odśnieżający. W przyzwoitym domu Islandczyka jest przynajmniej kilka żarówek bez wyłącznika, żeby w ciemnym okresie zimowym żaden zbłąkany gość – a czasem również domownik – nie miał problemów z odnalezieniem drogi. Większość prac w Islandii wykonuje się przy użyciu urządzeń mechaniczno-elektrycznych, a znaczna część upraw, w tym również bananów, pochodzi z dobrze ogrzewanych szklarni. W pogoni za tanią energią, zadomowiły się tutaj również huty aluminium i biznes informatyczny ze swoimi wielkimi serwerowniami. Nie można też nie wspomnieć o energii zużywanej do podgrzewania przydomowych hot potów i publicznych basenów, które są ulubionym miejscem spotkań i wypoczynku na wyspie.

 

Co by było jednak, gdyby każdy człowiek na świecie zużywał tyle energii co przeciętny Islandczyk?

31.10.2011 roku, liczba ludności na świecie przekroczyła 7 mld osób i w tym okresie przeciętny Islandczyk zużywał 209 MWh energii rocznie – 2,5 x więcej niż przeciętny Amerykanin, 4 x więcej niż statystyczny Europejczyk i niemal 10 razy więcej niż wynosiła średnia światowa (ok. 22 MWh). Gdybyśmy wszyscy podgrzewali sobie ulice i wylegiwali się w hot potach, świat potrzebowałby 1 463 000 000 000 MWh energii w ciągu roku, czyli 10 x więcej niż produkujemy dzisiaj.

Niemniej, gdyby wszyscy ludzie poszli w ślady Islandczyków i używali energii głównie ze źródeł odnawialnych, świat zostałby zbawiony! Rozwiązałyby się problemy emisji CO2 do atmosfery, znacznie zmniejszyłyby się zanieczyszczenia gleb i wód a wyczerpujące się zasoby energii stałby się legendą, albowiem każdego roku w Ziemię uderza ponad 1 000 000 000 000 000 MWh energii w postaci promieniowania słonecznego, co przekracza ponad 700 razy to co zużywamy dzisiaj. O ile nic niespodziewanie gwałtownego nie przytrafi się naszej gwieździe, jej zasoby powinny wystarczyć na co najmniej 5 mld lat.

Oczywiście nie jesteśmy jedynymi pretendentami do tej energii. Potrzeby mają również zwierzęta, rośliny i procesy naturalne, ale promieniowanie to nie jedyna możliwość! Są jeszcze elektrownie wiatrowe i wodne, pośrednio związane z aktywnością słoneczną oraz energia geotermalna, która również ma gigantyczny potencjał. Szacunkowe zasoby całej planety to 12.6 x 1012 EJ (tj. 3 500 000 000 000 000 000 000 MWh) – czyli powinno jej wystarczyć na około 2,5 mld lat – nawet gdyby wszyscy używali prądu tak jak Islandczycy.

Reklama

Na koniec jeszcze grawitacja. Tak, grawitacja to potężne i praktycznie niewyczerpalne źródło energii, którą dopiero poznajemy. Trudno nawet oszacować, ale dla skromnego przykładu, mając kulkę materii wielkości księżyca, na orbicie planety takiej jak Ziemia można wytworzyć ok 800 000 000 MWh rocznie z samych tylko sił pływowych a przecież grawitacja oddziałuje na wszystko i nie można jej wyłączyć! Nieprawdaż?

Dla przypomnienia:

  • ropa skończy się za 39 lat,
  • gaz ziemny skończy się za 163 lata
  • węgiel skończy się za 413 lat.

Prawie żal koncernów paliwowych 😉

 

Źródła: