Przygoda

Mamy na swoim koncie pierwszą nieplanowaną przygodę 🙂

Zauroczeni widokiem czarnej plaży spektakularnie łączącej się z wielką żwirową górą, postanowiliśmy zrobić dla Was zdjęcie z uwzględnieniem skali i odpowiedniej perspektywy. Zjechaliśmy jednym kołem z asfaltowej drogi na idealnie wyrównane, przyjaźnie wyglądające podłoże. Następnie zjechaliśmy też drugim kołem… 😉

Teraz będzie informacja, która pozornie ucieszy niektórych sceptyków, którzy nigdy nie wierzyli, że można przejechać miniakiem przez Islandię: ugrzęźliśmy! Nie tak po prostu, żeby można było się wypchać 😉 Ugrzęźliśmy na dobre, każda próba ruszenia kołem powodowała skutek podobny do tonięcia w bagnie. Nasza tylna oś wciąż była jeszcze na asfalcie, ale przód zakopał się po reflektory! 🙂 Patrzę na Ewę i Wojtka, którzy byli bardzo przeciwni pomysłowi zjeżdżania z drogi, a oni nic. Nie krzyczą, nie denerwują się – spokojni i uśmiechnięci siedzą!
Zaczęło nieco kropić i okolica zrobiła się dramatycznie piękna 🙂
Posiedzieliśmy tak może ze 38 sekund, patrzymy… jedzie samochód. Czwórka młodych ludzi – dwóch chłopców, dwie dziewczyny, zaparkowała obok nas wielką terenówką. Uśmiechnięci, zadowoleni z życia… a naprawdę młodzi 😉
– Can I help you?
– Yes, if you could, we stuck… 🙂
Chłopcy żwawo skoczyli po linę i zaczęli nam przepakowywać bagażnik w poszukiwaniu śruby, którą się wkręca w taką dziurkę w zderzaku… Oczywiście, ta śruba to jest rzecz, o której zapomnieliśmy (mamy za to dwadzieścia rolek papieru toaletowego 😉 ). W czasie kiedy szukaliśmy jakiegoś innego rozwiązania (w deszczu na kolanach), dziewczyny zabawiały nas rozmową. Okazało się, że jedna z nich jest krewną Jona Gnarra, dla którego wieziemy prezenty! No i nie wytrzymaliśmy wyciągnęliśmy naszą najskrytszą tajemnicę na światło dzienne, żeby się pochwalić. To miała być najniespodziańsza niespodzianka, ale niech będzie: jedzie z nami jeszcze jedna osoba – to sam Jon Gnarr, a właściwie jego MINIatura 🙂 Jest to prezent dla burmistrza, wykonany przez naszego przyjaciela, artystę Tadeusza Wnęka. Jeszcze o nim usłyszycie 🙂
Wracając do utkniętego MINI, postanowiliśmy go wyciągnąć za wahacz. Dość ryzykowne, ale kierowca był bardzo delikatny i udało się! Dużo śmiechu, bardzo pozytywne nastroje i wszyscy się cieszą, że wjechałem w ten piach… 😀
Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i w drogę! 🙂

I jeszcze taka refleksja: rozszerzanie ubezpieczenia assistance na Islandię, to strata pieniędzy 😉