Hveragerði

Usłyszeliśmy, że Hveragerði to jedno z najgorętszych miasteczek Islandii. Jego nazwa w wolnym tłumaczeniu oznacza „stać się cieplicą”. Postanowiliśmy sprawdzić, co oznacza to dziwne sformułowanie, zwłaszcza, że byliśmy już nieco zmarznięci… Miasteczko wygląda dość niewinnie – zwarta zabudowa ze stacją benzynową, marketem, szkołą i osiedlem niskich domków w stylu kanadyjskim… a może to raczej styl islandzki? 😉 Uwagę zwracają rdzawe, dymiące pola na wzgórzu, więc natychmiast po zaparkowaniu na upatrzonym polu campingowym (jak się później okazało, to był najlepszy camping w jakim mieliśmy okazję nocować i na dodatek z darmowym wi-fi) udaliśmy się do… Szkoły Ogrodniczej. Każdy chciałby studiować ogrodnictwo w takich warunkach – uniwersytet mieści się bowiem na terenie dużego kompleksu botanicznego, w...

czytaj dalej

Zajazd Eyjólfsstadir

Po pierwszym dniu zdecydowaliśmy się wynająć pokój w zajeździe. Nie tylko ze względu na łącze internetowe i prąd, ale też dlatego, żeby się zorganizować na nadchodzące trzy tygodnie w spokoju i wygodzie 😉 Za tę przyjemność zapłaciliśmy 93 euro – to jest najtańsza opcja z własnymi śpiworami. Zajazd przytulny i zadbany, prowadzony przez bardzo sympatycznego człowieka 🙂 W środku jak w domu – w przedpokoju zdejmuje się buty, nie po to żeby nie nabrudzić, tylko żeby dać odpocząć nogom 😉 Miły zwyczaj. Wystrój w stylu francuskiej prowincji, na biało. Odkryliśmy kilka ciekawostek: u Islandczyków Kaczor Donald ma na imię Andrés Önd, a jego wuj na bramie do skarbca ma wielki znak „Dk” 😉 Ponadto cukier tutaj...

czytaj dalej

Dania, Hirtshals

Kolejka na Norrönę.
Foto: digital gardens

czytaj dalej

Norröna

Jeziora łabędzie
Foto: digital gardens

czytaj dalej

Niemcy, Rostock

Droga przez Niemcy, to droga przez mękę… Na liczniku 130 km/h, na termometrze trzydzieści sześć i pół stopnia, leniwe wiatraki przyglądają się posępnie naszym bezskutecznym próbom złapania choćby jednej małej falki, nie mówiąc już o poważnym serfowaniu w sieci. Na żadnej stacji benzynowej, czy w McDonalds’ach nie ma hot spotów… znaczy są, T-mobile, ale tylko dla wybranych, zarejestrowanych użytkowników i to za sporą opłatą 5 euro za godzinkę. Na domiar złego pakiet 100 MB danych, który przezornie zakupiliśmy w Orange PL za 121 zł, okazał się pakietem 15 MB, ponieważ liczy się go proporcjonalnie w stosunku do okresu rozliczeniowego, czyli jak sobie kupimy 100 MB na dzień przed końcem okresu to dostaniemy 1/30, czyli...

czytaj dalej
Strona 1 z 11