Hveragerði

Usłyszeliśmy, że Hveragerði to jedno z najgorętszych miasteczek Islandii. Jego nazwa w wolnym tłumaczeniu oznacza „stać się cieplicą”. Postanowiliśmy sprawdzić, co oznacza to dziwne sformułowanie, zwłaszcza, że byliśmy już nieco zmarznięci… Miasteczko wygląda dość niewinnie – zwarta zabudowa ze stacją benzynową, marketem, szkołą i osiedlem niskich domków w stylu kanadyjskim… a może to raczej styl islandzki? 😉 Uwagę zwracają rdzawe, dymiące pola na wzgórzu, więc natychmiast po zaparkowaniu na upatrzonym polu campingowym (jak się później okazało, to był najlepszy camping w jakim mieliśmy okazję nocować i na dodatek z darmowym wi-fi) udaliśmy się do… Szkoły Ogrodniczej. Każdy chciałby studiować ogrodnictwo w takich warunkach – uniwersytet mieści się bowiem na terenie dużego kompleksu botanicznego, w...

czytaj dalej

W oparach siarki

Dzisiejszego słonecznego poranka Wojtuś znowu przyrządzał jajecznicę… i jak za poprzednim razem – zjadaliśmy ją prosto z islandzkiej ziemi 😉 Dodatkowo aromat jajek wzbogacały wyziewy pobliskich gejzerów, które tworzą bardzo przyjemną w dotyku, ciepłą mgłę. Okolica przypomina trochę Tatry Zachodnie. Z jednej strony skaliste wzgórza porośnięte krzakami i małymi drzewkami, z drugiej rozległa równina kończąca się eleganckim, lekko postrzępionym horyzontem. W odróżnieniu jednak od naszych rodzimych krajobrazów, tutaj, smaczku i niezwykłego tajemniczego klimatu dodają pola geotermalne z dziesiątkami kominów wyrzucających z wnętrza naszej rodzicielki, kłęby ciepłej, pachnącej jak nasza jajecznica, gęstej mgły. Nad jednym ze wzgórz od dłuższego czasu utrzymuje się podobna mgła, tylko, że w kolorze brzoskwini. Musimy to koniecznie sprawdzić! 🙂 Pole...

czytaj dalej

Trudna noc

Dzisiaj w nocy poznaliśmy też Islandię od tej bardziej zadziornej strony. Temperatura lekko powyżej zera, wiatr uniemożliwiający swobodne poruszanie się pomiędzy namiotem a ubikacją, deszcz padający poziomo i wilgoć wnikająca wszędzie. My ściśnięci w trójkę na materacu. Wojtek pośrodku w śpiworze i pod trzema kocami, obudził się rano i mówi: no dobra leniuchy, wstawać! Ja i Ewa po bokach, podmoknięci i przewiani staraliśmy się przez całą noc ocalić nasz namiot przed wyrwaniem go razem z podłożem i lotem prosto do Reykjaviku. Jeszcze na to za wcześnie 😉 Nie tylko namiot sprawiał wrażenie kiepsko przycumowanej lotni… Elegancki „okrąglak” – centrum tutejszego campingu, również poskrzypuje i poświstuje jakby przygotowawał się do lotu życia. Mimo to mamy...

czytaj dalej

Viking Cafe

Zrobiło się trochę późno, więc postanowiliśmy zostać na noc na polu namiotowym sieci campingcard.is niedaleko Sfeitarfelagid Hornafjordur. Baza nazywa się Viking Camp i w następnym poście opiszemy dlaczego tak 🙂 Centralnym punktem jest kawiarnia vikingcafe-iceland.is którą obsługuje bardzo miły i przystojny młody człowiek, jak się wydaje zafascynowany zbieraniem różnych przedmiotów wyrzuconych przez morze. Cała baza sprawia wrażenie jakby była zbudowana z tego co pod ręką, ale to dodaje jej naprawdę wielkiego uroku. Nie ma tutaj specjalnych wygód: jest łazienka, ciepła woda, pralka, elektryczność i wspomniana kawiarenka, ale reszta w iście kampingowym, surowym stylu. W połączeniu ze spektakularnym krajobrazem gór skalistych i fiordów, tutaj naprawdę czujemy Islandię z marzeń. Na śniadanie miała być jajecznica, ale rozlała...

czytaj dalej
Strona 1 z 11