W drodze do Hveragerði

Krater Kerið.
Foto: digital gardens

Jadąc na kolejny nocleg, zatrzymaliśmy się przy kraterze Kerið. Obok nas zaparkował samochód na islandzkich numerach rejestracyjnych, który od dłuższego czasu nas śledził. Pomyśleliśmy, że to nie przypadek i może gdzieś przekroczyliśmy dozwoloną prędkość, albo coś tam… 🙂 W każdym razie… wysiada człowiek patrzy na nasze tablice rejestracyjne i mówi:

– O, widzę, że jesteście ze Szczecina?
– Uff… nie, jesteśmy z Bielska 🙂

Reszta drużyny eksploruje krater :)

Tak oto poznaliśmy najsympatyczniejszą (jak dotąd 😉 ) parę polaków, dziecko i ojca! Podróżnicy z zamiłowania, w planach 1,5 roku na Islandii. Później wybierają się na kilka miesięcy do Kanady, następnie na jakieś wyspy, a na końcu do Nowej Zelandii – zakochaliśmy się w nich 🙂 Podpowiedzieli nam gdzie można się wykąpać w gorących źródłach, gdzie mają najlepsze pomidory i gdzie można kupić lopapejsa bezpośrednio od dziergaczki (?) A propos, jak nazywa się fachowo, ktoś kto robi na drutach? Tutaj wszyscy potrafią robić swetry, bo uczy się ich tego od szkoły podstawowej. Bardzo praktyczna umiejętność. Dowiedzieliśmy się także, że oryginalnego lopapejsa najlepiej poznać po zapachu. I tu sympatyczna anegdotka naszego nowego znajomego:
– jak rozpoznać dobry koncert heavy metalowy?
– po zapachu wełny zmieszanej z potem 😉
Islandczycy lubią dobrą, ciężką muzykę i są jej koneserami!

To tyle.
Życzenia udanej podróży dookoła świata i wielu, wielu fantastycznych doświadczeń od nas!