W oparach siarki

Pole geotermalne w miejscowości Geysir.
Foto: digital gardens

Dzisiejszego słonecznego poranka Wojtuś znowu przyrządzał jajecznicę… i jak za poprzednim razem – zjadaliśmy ją prosto z islandzkiej ziemi 😉 Dodatkowo aromat jajek wzbogacały wyziewy pobliskich gejzerów, które tworzą bardzo przyjemną w dotyku, ciepłą mgłę. Okolica przypomina trochę Tatry Zachodnie. Z jednej strony skaliste wzgórza porośnięte krzakami i małymi drzewkami, z drugiej rozległa równina kończąca się eleganckim, lekko postrzępionym horyzontem.
W odróżnieniu jednak od naszych rodzimych krajobrazów, tutaj, smaczku i niezwykłego tajemniczego klimatu dodają pola geotermalne z dziesiątkami kominów wyrzucających z wnętrza naszej rodzicielki, kłęby ciepłej, pachnącej jak nasza jajecznica, gęstej mgły. Nad jednym ze wzgórz od dłuższego czasu utrzymuje się podobna mgła, tylko, że w kolorze brzoskwini. Musimy to koniecznie sprawdzić! 🙂

Pole kampingowe, na którym się zatrzymaliśmy należy do sieci campingcard.is. Jest bardzo ładnie utrzymane. Duże przestrzenie wygodnej, zielonej trawki, poprzecinane mini pagórkami i mini drzewkami. Mamy tu plac zabaw, porozrzucane drewniane ławy, przy których można sobie napisać posta i nawet sznurek na pranie z całego tygodnia podróży. Jest więc i pralka i eleganckie ubikacje i ciepła woda… nie ma tylko, tak jak to bywało na poprzednich kampingach, centralnego punktu – pomieszczenia, w którym można się wymieniać doświadczeniami z innymi podróżnikami. W cenie noclegu na kampingu (która nas nie dotyczy, ponieważ wreszcie udało się nam, właśnie tutaj, kupić camping card) wliczony jest jeden prysznic dla każdej osoby w pobliskim hotelu 🙂 Zaraz idziemy je przetestować, więc może w następnym poście coś wspomnimy o wrażeniach 😉